| Eksperyment |
|
Glen nastawił patefon i rozsiadł się w fotelu.
Przez chwilę słychać było przytłumione trzaski, a potem zaczęła płynąć
muzyka. Najpierw ciche, melodyjne partie fletu, potem głośniejsze
dźwięki trąbek, a następnie donośne, dynamiczne akordy puzonów. Znał
utwór na pamięć, choć nie wiedział jaki ma tytuł, ani kto go
skomponował. Przymknął powieki i przeżywał utwór całą swoją jaźnią. Gdy
muzyka wydawała się krzyczeć, jego ciało podrygiwało w skurczach; ręce
wykonywały spontaniczne ruchy, nogi bębniły o podłogę. Po kilku
minutach dźwięki przeistoczyły się w żałobną pieśń. Flet płynnie snuł
melodię, stanowiącą teraz pierwszy plan. Ciało Glena zwiotczało i
opadło bezwładnie na fotelu. Jego twarz płonęła, czoło pokryło się
potem, ciężko oddychał. Każda cząstka ciała chłonęła muzykę. Nagle spod
powiek poleciały łzy. Pierwsze dwie, nieśmiało spłynęły po policzkach.
Za nimi pojawiły się kolejne, zwilżając brodę i szyję mężczyzny. Muzyka
zdawała się płynąć wprost przez układ nerwowy Glena i prawdopodobnie w
istocie tak było.
Z oddali przyglądał się wszystkiemu Obserwator. Nie miał
wątpliwości, że ten eksperymentalny okaz udał się nadzwyczaj ciekawie.
Właśnie nadeszła pora ostatecznej próby. Jeżeli zakończy się pomyślnie,
umieści replikę Glena w modelu. Może zakończyć się to śmiercią
jednostki, a nawet kolapsem całego społeczeństwa. Ryzyko jest bardzo
duże, ale przez najbliższe kilkadziesiąt lat Obserwator nie będzie się
nudził. Glen w swej skomplikowanej konstrukcji zdawał się przebijać
nawet tego małego malarza pokojowego, którego wymyślił kiedyś w
przypływie gniewu...
listopad 2008
|