Grudniowy, świąteczny
numer polskiego czasopisma Science Fiction Fantasy i Horror to mocna
pozycja na zakończenie roku 2007. Zawarte są w nim cztery
opowiadania, w tym dwa długie, oraz cztery wyjątkowej jakości
teksty publicystyczne. Zatem numer zamykający rok prezentuje się
naprawdę znakomicie. W tym numerze dokonało się także historyczne
wydarzenie z punktu widzenia polskiej sceny postapokaliptycznej.
Otóż doczekaliśmy się w końcu drukowanej premiery odcinka
komiksu Armageddon-o-Matic autorstwa olsztynianina/łodzianina
submarine.
Najdłuższy tekst
literacki to Głodomór – Orbitowskiego i Urbaniuka. Jest to
nawiązanie do serii Pies i Klecha, opowiadającej o przygodach
dziwnej pary przyjaciół, milicjanta i księdza, osadzonej w
ponurej peerelowskiej rzeczywistości. Opowiadanie doskonale pasuje
do klimatów znanych z przygód porucznika Borewicza,
tyle że w Głodomorze bohaterowie rozwiązują zagadki 'nie z tej
Ziemi'. A przyjdzie im się zmierzyć między innymi z Haitańskimi
demonami.
Tekst momentami zionie
nudą, powielając stare, utarte w kryminałach schematy. Od połowy
akcja zaczyna nabierać tempa, a całość pozostawia pozytywne
wrażenie.
Drugi co do długości i
kolejności tekst to Gdybym miała brata – Roberta Wegnera. Nie mam
tu wątpliwości, opowiadanko dopracowane w najmniejszych szczegółach
i znakomicie zrealizowane. Robert znakomicie żongluje wydarzeniami
obecnymi jak i przeszłymi w fabule. Wątki się nawzajem przeplatają
tworząc sensowną i dobrze przemyślaną historię. Od pierwszych
zdań pojawiają się pytania, które rozwijają się, a
wyjaśniają dopiero na sam koniec, pozostawiając nutkę zadumy. Nie
ma sensu więc zdradzać tutaj fabuły. Wspomnę tylko, iż jest to
fantasy nawiązujące do serii o Yatechu, znanej już czytelnikom
SFFH.
Trzecie opowiadanie z
kolei, to przypomnienie polskiej klasyki science-fiction.
Elektronowy
miś – Konrada Fiałkowskiego stawia przede wszystkim jedno z
podstawowych pytań – gdzie kończy się maszyna, a gdzie zaczyna
człowiek? Czytając tą historię o niesfornym misiu ze sztuczną
inteligencją, czuje się dobrą starą szkołę s-f. Autor z
łatwością i konsekwencją posługuje się poważnymi terminami i
nie boi się wybiegać bardzo daleko w przyszłość. Przy tym trzeba
wspomnieć, że nie ma tu zbędnych wyjaśnień, co się skąd bierze
i czym jest. Często trafnie dobrane słowotwórcze
terminologie mówią same za siebie. Część science
przechodzi na wyobraźnię czytelnika, a autor skupia się szerzej
nad fiction. Bez zanudzania, zbędnych wyjaśnień. Robert Szmidt
zapytuje we wstępniaku, czy to opowiadanie się obroni wśród
pozostałych. Śmiało mogę odpowiedzieć, iż nadal jest to
ekstraklasa.
W ostatnim opowiadaniu,
Wigilii szatana – Emmy Popik mamy pokazaną ciekawą wizję
Świata.
Koniec i początek ludzkiego bytu z punktu widzenia szatana, błędnie
definiowanego przez ową ludzkość. Niestety sama realizacja pomysłu
już wypada średnio. Pomysł jednak broni cały tekst.
Po bardzo dobrej części
literackiej, mamy znakomitą w tym numerze część publicystyczną.
Chyba najważniejszym tekstem jest CTRL+C Adama Cebuli z cyklu
A-to-mistyki. Poruszył on bardzo ważne kwestie, które już
od dłuższego czasu chodzą mi po głowie i kłują w oczy poprzez
media. A mowa tu o fundamentalnej dla władzy polskiej sprawie –
kłamstwie. O tym jak się mydli nam codziennie oczy, ogłupia i
stosuje tanie sztuczki, które niestety działają nawet (o
zgrozo) na ponadprzeciętnego, wykształconego obywatela. Zgadzam się
z tym artykułem w stu procentach i zachęcam do tej obowiązkowej
lektury.
Kolejno mamy Polecanki -
Tomasza Bochińskiego. Znakomita kontynuacja znakomitego cyklu.
Tomasz prezentuje nam kolejnych polskich autorów, z których
twórczością wypadałoby się zapoznać. Na poparcie jego
słów mamy wcześniej Elektronowego misia. Po prostu mamy
kopalnię skarbów, o której nie wiemy.
Dalej przechodzimy do
ostatniej części Żwikipedii, podsumowującej zarówno cykl
jak i przeszłe oraz obecne 'czasy'. A na zakończenie Feliks W. Kres
w cyklu Kreskówek dla dorosłych definiuje nam pojęcie broni
i pokazuje jak umiejętnie jej używać w literaturze.
Publikacja: serwis OUTPOST.
|